<== notatki z roku 2009

22 grudnia 2008

trzech fotografów, o podobnych w sumie zdjęciach. dech-zapierających. forma, forma, forma:

http://www.xavifuentes.com xavi fuentes,

http://www.michaellevin.ca michael levin,

http://www.davidburdeny.com/ david burdeny.

 

21 grudnia 2008

kolejna godna polecenia strona: http://www.photography-now.net

tym razem rzecz o artystach-fotografach, zwłaszcza dla tych, którzy interesują się tzw. fotografią ;). oprócz wielu innych ciekawych pod-stron, strona składa się z serii 'masters', w ramach której przedstawione są sylwetki i prace najsłynniejszych fotografów wszechczasów. korciło mnie jakiś czas temu, aby taką stronę zacząć robić po polsku, ale jak to zwykle bywa, wygrały inne priorytety. może to i dobrze, bo tak dobrej serii jak ta tutaj, na pewno nie byłbym w stanie stworzyć. jeszcze większy zbiór znajduje się w international photography index, który zawiera na chwilę obecną (!) 112 publikacji. wiele z nich, jak dla mnie, mogłoby znaleźć się w zbiorach masters, ot np. cartier-bresson. do oglądania jest setki doskonałych zdjęć. enjoy.

będąc (nie)dawno temu we francji udało mi się wmieszać w święto buddyjskie. na południu (w langwedocji) znajduje się jeden z największych w europie ośrodków buddyjskich. ośrodek znajduje się w górach, jest mocno odosoboniony, choć obszerny. krajobrazy dookoła są niesamowite, chyba tybetańczycy szukali czegoś, co choć trochę przypomina im tybet. jeździłem do nich kilkakrotnie, raz podczas przechadzki po okolicznych wzniesieniach spotkałem Sogyal'a Rinpoche, autora jednej z bardziej znanych książek filozofii wschodu - The Tibetan Book of Living and Dying. o tym że on to On, dowiedziałem się kilka dni później, gdy spędziłem cały dzień z mnichami i codziennymi-buddystami, podczas ich święta - najprawdopodobniej był to dharma day. poza całodziennymi modlitwami i wyrobem dziwnych rzeczy z ciasta, odtańczyli tradycyjny taniec z wielkimi maskami na głowach. do tego była przemowa Sogyala Rinpoche i kilku innych ważnych osób. większość zdjęć z tych dni straciłem w wyniku swojego niedbalstwa, dwa ze święta buddyjskiego, poniżej. myśląc o tym teraz, i o tych kilku dniach z mnichami buddyjskimi, mam wrażenie że to był jakiś sen.

     

 

30 listopada 2008

jakiś czas temu przeczytałem o kanadyjskim czasopiśmie Lens work - na blogu B&W World. przeglądałem stronę http://www.lenswork.com, obejrzałem numer próbny (do ściągnięcia tamże). no i zamówiłem prenumeratę, dość szybko otrzymałem pierwszy numer - przyszedł w ciągu 2 tygodni. Lens Work to prawdziwa uczta fotograficzna. doskonała jakość wydruku, głównie zdjęcia, mało tekstu, praktycznie zero reklam (redakcja nie przyjmuje zleceń od reklamodawców, aby nie polegać na ich łasce i nie-łasce). całość poświęcona jest czarno-białej fotografii , z naciskiem na zdjęcia, bez przeglądów nowinek technicznych, sprzętu. 3-4 portfolia, wywiad, krótki artykuł, wstępniak. i zdjęcia. projekt jest 'dzieckiem' fotografa Brooks'a Jensena. jak zrozumiałem, redakcja to 2 osoby. bardzo ciekawy pomysł na wydawnictwo i życie. okazuje się w praktyce że, na autentyczność jest spore zapotrzebowanie.
oprócz wersji papierowej zamówić można wersję na dvd - która jest rozszerzeniem magazynu drukowanego. Po przestudiowaniu pierwszego numeru, śmiało mogę powiedzieć, że lens work pozostawia niedosyt, ale to chyba najlepszy stan, w jakim można pozostać w oczekiwaniu na kolejny numer. z tego co zobaczyłem w sieci, magazyn można chyba okazyjnie dostać w empikach, ale prenumerata wychodzi znacznie taniej.

odkopałem kolejną serię starych zdjęć zeskanowanych ze slajdów, tym razem z Francji, z okolic Avene, z roku 2004. rok jest o tyle ciekawy w tym miejscu, bo ok. 150-200 km od miejsca w którym byłem zmarł w owym czasie Henri Cartier-Bresson. pamietam wtedy francuskie gazety codzienne z Jego zdjęciami na okładkach...

           

 

14 listopada 2008

powyszukiwałem trochę w sieci ciekawych stron ze zdjęciami:

http://www.hinius.net - zdjęcia malezyjczyka żyjącego w Londynie. kilka dobrych reportaży.
http://www.darkshapesprowl.com - Jay Parkinson. polecam portrety.
http://mute.rigent.com - Mute. autor - Miles. fotoblog. mniam.
http://www.travisruse.com - 45 minut do pracy w jedną stronę. niezły pretekst na robienie zdjęć.
http://thenarrative.net/ - matt o'sullivan, fotoblog.

 

9 listopada 2008

kolejna skamielina, w sam raz na nadchodzącą zimę...

jim reed - galeria zdjęć ekstremalnych zjawisk pogodowych. zjawiskowa. do tego naleśniki ze szpinakiem z mąki gryczanej. enjoy.

 

21 września 2008

3 zdjęcia wykopane z czeluści szafy - skany slajdów:

           

 

 

14 lipca 2008

ostatnie 2 zdjęcia z londynu, trochę nie do pary, panorama stadionu arsenalu oraz jedno, które całkiem nieźle wyglądało w kolorze:

jako, że wakacje, jest więcej czasu na czytanie, zatem 2 linki do blogów:

app funds - finanse osobiste, prostym i konkretnym językiem. prowadzący opisuje swoje perypetie inwestycyjne, pisząc jednocześnie porady / sugestie na ten temat. wciągnął mnie na tyle, że przeczytałem archiwum od początku, mimo że blog nie istnieje długo (<rok), to jest co czytać - duża regularność wpisów. no i po części staje się to działalność dochodowa dla prowadzącego (na razie niewiele, ale zawsze coś - i w całości inwestowane).

steve pavlina - personal development for smart people. blog, pasjonata efektywności osobistej, internetowego guru z 'tego' tematu. na początku pisanie bloga było hobby, im dalej w las, tym bardziej okazało się, że można na tym całkiem dobrze (lub w tym przypdaku - bardzo dobrze) zarabiać. w tej chwili blog to praca na full-time dla autora, przy okazji wkrótce wyda swoją książkę na temat efektywności osobistej.

swoją drogą, to ciekawe zjawisko, z setek tysięcy blogów niewielki procent (promil?) jest na tyle popularna, że stały się pracą samą w sobie dla ich autorów.

 

6 czerwca 2008

ewa brzozowska - zdjęcia, w tym portrety.

nowy cykl zdjęć - londyn 08.

             

       

 

 

25 maja 2008

365 dni, 365 portretów, szkoda że już zakończone, bo na pewno "na żywo", gdy się pojawiały kolejne, było ciekawiej.

ostatnie zdjęcia ze sztokholmu:

Panoramy: pierwsza, druga, trzecia, czwarta oraz piąta.

 

22 marca 2008

świat z aprobatą przyjął powstanie Kosowa, gdzie na ziemiach jednego kraju żyje (czy też, rozmnożyła się w tempie geometrycznym), inna grupa etniczna. i bez wartościowania, czy to ok, czy nie, jednak większość krajów powiedziała 'tak', mimo wyraźnego 'nie' kilku innych, w tym najbardziej zainteresowanej Serbii. no bo 'ważne jest prawo do samostanowienia', ważna jest 'wolność', itede.
nieco dalej od nas, na ziemiach swojego kraju, prowadzona jest od kilkudziesięciu lat, eksterminacja kultury (i regularnie od czasu do czasu ludzi) Tybetu. jasne, że pewno moment przed igrzyskami jest dobry, aby zaistnieć ze swoją nierówną walką. chińczykom najwyraźniej potrzebny jest lebensraum, bo swojej powierzchni mają mało. tyle, że w tym wypadku, większość świata, na czele z głową kościoła katolickiego siedzi cicho. sprawiedliwości oczywiście nigdy nie było i nie będzie, ale czasem dobrze jest, jak ktoś da po twarzy komuś, kto tego się nie spodziewa, a na to zasługuje. nawet jeśli partykularne interesy bieżące padną z tego powodu. bojkot otwarcia igrzysk olimpijskich, to by było coś. średnio w to wierzę, ale może ktoś się odważy. i na zaś - chwała mu za to. wesołych świąt.

            

 

 

25 lutego 2008

świat w liczbach - Earht Clock.

gdy przez kilka dni odwiedzałem Sztokholm parę tygodni temu, natknąłem się na wielki banner "Araki". to juz praktycznie tradycja, że jeśli gdzieś jadę, to jest tam akurat jakaś mega-wystawa znanego fotografa. udało mi się już dosłownie "natknąć" na Sebastiao Salgado, Annie Lebovitz, H. Cartier-Bressona, i teraz na Nobuyoshi Arakiego. Wystawa - wielka, w większości składająca się z charakterystycznych dla niego zdjęć uważanych za kontrowersyjne, i które mi się nie podobają. było jednak trochę perełek - choćby portrety robione Leicą, czy zapis odchodzenia żony fotografa na tamten świat. a poniżej - kilka kolejnych zdjęć:

 

            

 

 

15 lutego 2008

f-5 - księgarnia fotograficzna - całkiem spory wybór, choć porównaniae cenowe z amazonem książek anglojęzycznych wygląda marnie. niemniej jednak, sporo polskich książek, no i jak ktoś nie lubi czekać albo płacić w amazonie kartą, to jest w sam raz.

nowa seria zdjęć, poniżej. gdy je robiłem, było szaro-buro. mimo to, nie mogłem długo zdecydować się, czy zrobić je w wersji czarno-białej, czy też kolorowej, choć jedna opcja od drugiej daleko nie ma w tym przypadku. w końcu...zrobiłem i tak i tak. pierwsze 5 zdjęć - poniżej.

            

 

1 lutego 2008

tutaj można ściągnąć zerowy numer reaktywowanego Pozytywu, w wersji cyfrowej, papierowa będzie od kolejnego numeru.

Pozytyw nie ukazywał się przez kilka lat, a wcześniej, ukazywał się przez lat ponad dziesięć. tak przeczytałem we wstępniaku numeru 00. kupowałem go od początku do końca, miałem niemal wszystkie numery. i jakoś nie pamiętam, że to było aż 10 lat. kiedy miałem coś koło 12, 14 lat, z utęsknieniem czekałem na nowy numer Popcornu i kiedy juz pojawil sie, to zawsze kupowalem go pierwszego dnia obecności w kiosku. pamietam do dzisiaj, pierwsze kartkowania nowego numeru. potem dlugo nic mnie nie ruszalo, aż kolega w liceum pokazał mi Pozytyw, który wtedy się ukazał na rynku. nie powiem, że miałem takie samo napięcie jak przy Popcornie, ale każdy nowy numer wywoływał we mnie coś na kształt mrowienia. i tak było do końca. nowy, ten do ściągnięcia, jest, jak to nowy, inny. i oczywiście wolę stary. w tym jest za dużo tekstu. ale czekam na pierwszy numer papierowy. zobaczymy, czy będzie mrowienie...

ostatnie 2 zdjęcia z Atlanty. panoramy. zdając sobie sprawę, z ich niedociągnięć technicznych, a jednocześnie nie mając ciśnienia stworzenia najlepszych panoram na świecie:

 

5 stycznia 2008

prawie ostatnie zdjęcia z Atlanty, na koniec cmentarz. duży, przestronny (jak wszystko tam), na który odwiedzający wjeżdżają samochodami (bo jak to tak, iść taki kawał ;)).

 

      

starsze notatki (2007) ==>

strona główna